Przeklinanie w pracy uznawane jest nierzadko za objaw braku profesjonalizmu. W końcu w pracy powinniśmy zachowywać się kulturalnie, nie rzucać mięsem, wyrażać się poprawnie i mówić piękną polszczyzną. Jednak trudno udawać, że przeklinanie w pracy nie ma miejsca. Nawet jeżeli nie jest powszechnie akceptowane, pod nosem padają różne słowa. Dlaczego przeklinamy? Czy może to nam przynieść korzyści? Przeczytaj niniejszy artykuł, gdzie postaramy się odpowiedzieć na te pytania.

Przeklinanie na co dzień

Nie da się ukryć, że większość z nas na co dzień przeklina w mniejszym lub większym stopniu. Tak naprawdę badania pokazują, że dotyczy to niemal 80% Polaków. Oczywiście nie jest tak, że każda z tych osób używa wulgaryzmów jak przecinka, jednak niewielu z nas nie klnie nawet pod nosem, kiedy sytuacja nas przerasta.

Co ciekawe jednak znaczna większość mieszkańców naszego kraju uważa, że przeklinanie jest nieeleganckie i… nie popierają go. Szczególnie w przypadku, kiedy mięsem rzucają kobiety. W oczach Polaków to właśnie przeklinające panie tracą wiarygodność. Jak widać teoria i praktyka nieco się od siebie różnią.

Przeklinamy w różnych sytuacjach, najczęściej stresowych. Kiedy się na kogoś zdenerwujemy, kiedy się potkniemy, wywrócimy, kiedy ktoś zajedzie nam drogę, stoimy w korku albo ktoś nadepnie nam na palce, soczyste wyrazy wypowiadamy niemal wbrew naszej woli. Udowodniono nawet, że wulgaryzm wypowiedziany na głos może zmniejszyć odczuwanie bólu! Być może dlatego często nic tak nie pomaga na uderzenie rogiem mebli w piszczel, jak głośne przekleństwo.

Przeklinanie jednak uważamy za coś, czego nie wypada robić w pracy. Kiedy coś nam się wyrwie, mamy ochotę zapaść się pod ziemię. Czy słusznie?

Przeklinanie w pracy na porządku dziennym?

Warto wiedzieć, że przeklinanie w pracy nie jest niczym niezwykłym. Większość pracowników klnie podczas wykonywania swoich obowiązków. Najczęściej raczej po cichu i pod nosem, jednak wszystko zależy od atmosfery w firmie.

Nierzadko zdarza się bowiem tak, że przeklinanie w pracy jest na porządku dziennym, każdy używa wulgaryzmów i nikt nie zwraca na to większej uwagi. Po prostu taki sposób wyrażania siebie jest powszechnie akceptowany.

W takich przypadkach trudny orzech do zgryzienia miewają nowi pracownicy. Jeżeli w poprzednim miejscu pracy przeklinanie nie miało miejsca, było wręcz zabronione, dowolność stosowanego języka może oburzać. Co prawda do wszystkiego można się przyzwyczaić, jednak nie wszyscy życzą sobie, aby zwracając się do nich, mówić nieprofesjonalnym językiem.

Problem może dotyczyć także odwrotnej sytuacji, jeżeli bowiem w pracy na co dzień sporo przeklinamy, w nowym miejscu możemy mieć duży problem z powstrzymaniem się przed wypowiadaniem “brzydkich” wyrazów. Warto więc we wszystkim zachować umiar i mieć kontrolę nad swoim sposobem wypowiadania się.

Czy przeklinanie w pracy niesie korzyści?

Wspominaliśmy już o tym, że przeklinanie może zmniejszać ból. Jest to niewątpliwa korzyść. Czy jednak przeklinanie w pracy może mieć jakieś zalety?

Przede wszystkim warto zaznaczyć, że jeżeli mamy przyzwolenie na to, by przeklinać w pracy, atmosfera się rozluźnia. Czujemy wspólnotę, mamy wrażenie, że współpracownicy są bardziej “swojscy”, łatwiej się nam w takim miejscu odnaleźć.

Poza tym jeżeli praca jest stresująca, przeklinanie naprawdę pozwala na rozładowanie napięcia i jest to sposób na radzenie sobie w trudnej sytuacji. Warto jednak pamiętać, by przekleństwa padały wtedy, kiedy naprawdę pasują do kontekstu. Używanie ich jako przecinka nigdy nie jest mile widziane.

Zanim poczujemy się na tyle swobodnie, by przeklnąć w pracy, warto przyjrzeć się, czy jest to dozwolone. Należy mieć bowiem świadomość, że w niektórych firmach użycie wulgarnego słowa może być ukarane nawet naganą!

Przeklinanie w pracy nie zawsze mile widziane

Choć w wielu firmach atmosfera i wzajemne kontakty sprawiają, że używanie przekleństw jest na porządku dziennym, warto się kontrolować i wiedzieć, w którym momencie rzucenie mięsem nie będzie źle odebrane.

Jak już wspomnieliśmy, w niektórych przedsiębiorstwach za przeklinanie można otrzymać naganę. Firmy mogą wprowadzić również odgórny zakaz używania wulgaryzmów. Musimy się do tego zastosować i jeżeli w chwilach dużego stresu ciśnie nam się na usta niezbyt profesjonalny wyraz, lepiej bezgłośnie powiedzieć go sobie pod nosem.

Przeklinanie w pracy to jedno, natomiast przeklinanie podczas spotkania z klientem to już zupełnie inna kwestia. Klient oczekuje spotkania z profesjonalistą i nawet jeżeli wydaje się naprawdę wyluzowany, lepiej zupełnie zrezygnować z wulgaryzmów. W końcu nie są konieczne, by wyrazić myśl.

Przeklinania należy również unikać na rozmowach kwalifikacyjnych. Czasami rekruterzy są bardzo młodzi, wyluzowani i czujemy się jak na rozmowie ze znajomymi. Nawet jednak w takiej sytuacji nie powinno się używać wulgaryzmów. Rekruter widzi bowiem wówczas, że nie potrafimy powstrzymać emocji już na początkowym etapie zdobycia zatrudnienia - co będzie więc później i jak będziemy zachowywać się w trudnych sytuacjach?

Nie zawsze jest tak, że przekleństwem w pracy zjednujemy sobie sympatię. Dlatego warto najpierw dokładnie poznać zasady współpracy, zanim wulgaryzm wymknie się z naszych ust.