Coraz więcej stanowisk wymaga stałego dostępu do internetu. W związku z tym korzystanie w czasie pracy z sieci w celach prywatnych staje się coraz popularniejsze. Pracownicy przyznają się do tego, że w czasie wykonywania swoich obowiązków sprawdzają prywatny e-mail, rozmawiają ze znajomymi za pomocą komunikatorów, przeglądają media społecznościowe, a nawet robią zakupy czy… szukają pracy. Cyberslacking w pracy jest coraz powszechniejszy! Co oznacza to pojęcie? Czy takie praktyki przeszkadzają, czy pomagają w pracy? Przeczytaj niniejszy artykuł, gdzie poruszymy te kwestie.

Czym jest cyberslacking w pracy?

Na czym polega cyberslacking w pracy? Jest to zjawisko polegające na prywatnym korzystaniu z internetu przez pracownika, który wykorzystuje w tym celu łącze pracodawcy. Nierzadko zajmuje to nawet pół godziny w ciągu dnia pracy i więcej. Pracownicy zajmują się nie tylko przeglądaniem tablicy Facebooka czy zdjęć znajomych na Instagramie, lecz także odbieraniem prywatnej poczty, czytaniem serwisów informacyjnych, robieniem zakupów czy rozmawianiem ze znajomymi spoza pracy.

Czy cyberslacking w pracy jest dozwolony?

Często pracodawcy udostępniają łączę z zastrzeżeniem niestosowania go w celach prywatnych. W wielu firmach jednak ta kwestia nie jest uregulowana, w związku z czym pracownicy nie wiedzą do końca jak przełożony zareaguje, gdy zobaczy na monitorze komputera zakładkę z prywatną pocztą. Warto więc upewnić się, czy takie praktyki są mile widziane, być może niekoniecznie u samego pracodawcy, ale na przykład u współpracowników.

Oczywiście zdarzyć się może, że pracownicy mają możliwość prywatnego korzystania z internetu w pracy, jednak warto się w tym względzie ograniczać. Być może 30 minut spędzanych na interesujących nas niekoniecznie zawodowo stronach potraktować można jako przerwę, jednak często krótka pogawędka może zamienić się w godzinną rozmowę, co najprawdopodobniej odbije się na jakości naszej pracy. W przypadku cyberslackingu ważny jest umiar. Jeżeli ktoś ma z tym problem, powinien to kontrolować, a najlepiej zrezygnować z tego typu praktyk w czasie pracy.

Jeżeli pracodawcy z góry ostrzegają przed śledzeniem korzystania pracowników z internetu i mamy świadomość, że nie powinniśmy np. sprawdzać swojej poczty w godzinach pracy, a mimo wszystko będziemy to robić, pracodawca może nas nawet zwolnić z zajmowanego stanowiska. Warto sprawdzić, czy prywatne korzystanie z internetu w pracy rzeczywiście wpływa na jakość pracy i najpierw ostrzegać lub stosować nagany. Musimy się jednak liczyć, że scrollowanie Facebooka w godzinach pracy może być przyczyną utraty pracy.

Nawet jeżeli pracownicy mogą korzystać prywatnie z firmowej sieci, nie oznacza to, że w godzinach pracy mogą robić na niej wszystko. Otrzymanie nagany czy nawet zwolnienie z pracy może być spowodowane np. wykonywaniem zleceń z innych firm w trakcie godzin pracy. Nie powinno się również korzystać ze służbowego internetu w celu poszukiwania pracy czy porównywania zarobków na naszym stanowisku. Przełożeni mogą pomyśleć, że jesteśmy w trakcie zmienienia miejsca pracy i po prostu nas uprzedzić wypowiedzeniem.

Cyberslacking w pracy - dobre i złe strony

Cyberslacking w pracy zazwyczaj uważany jest za zjawisko negatywne. Nie chodzi tutaj wyłącznie o reakcję przełożonych, lecz także współpracowników.

Przykład 1.

Pan Sebastian większość czasu w pracy spędza na prowadzeniu prywatnych rozmów na Facebooku. Jego koledzy z działu są podenerwowani taką sytuacją, ponieważ przez to zaniedbuje on obowiązki służbowe. Zazwyczaj wyrwany z prywatnej rozmowy nie wie, o czym mowa i nie potrafi odpowiedzieć nawet na najprostsze pytania. Poza tym wspólne projekty są przez niego opóźnione. Współpracownicy postanawiają porozmawiać z kolegą, a jeżeli to nie pomoże, udać się do przełożonego.

Nic dziwnego w tym, że współpracownicy mogą zgłosić nasze ciągłe przeglądanie internetu w celach prywatnych przełożonym. Kiedy opóźniamy pracę i zdecydowanie lenimy się, a inni pracują w pocie czoła, mogą po prostu stracić cierpliwość, a my nie powinniśmy mieć o to pretensji.

Zdecydowanie złą stroną cyberslackingu jest właśnie brak umiaru. Niektórzy pracownicy zupełnie nie zdają sobie sprawy, jak wiele czasu spędzają na swoich prywatnych sprawach i jak bardzo przez to zaniedbują pracę. Jeżeli przełożeni tego nie kontrolują, tracić może na tym cała firma.

Warto jednak nie popadać w przesadę. Udowodniono bowiem, że takie krótkie przerwy w pracy, które wykorzystywane są na prywatne sprawy, mogą sprawiać, że pracownicy będą bardziej zrelaksowani, a tym samym efektywniejsi. Pomagać w pracy może także korzystanie ze stron, na których np. można słuchać muzyki.

Przykład 2.

Pan Mateusz pracuje w biurze typu open space. W pracy nie może korzystać z internetu w celach prywatnych. Nie robi tego, jednak przez cały dzień ma otwartą zakładkę ze stroną, która generuje dźwięki pomagające się skoncentrować - praca w hałasie niestety mu nie sprzyja. Przełożona poprosiła go na rozmowę i udzieliła nagany za korzystanie z internetu w celach prywatnych. Nie sprawdziła jednak, że strona, z której całymi dniami korzysta pan Mateusz, poprawia jego jakość pracy. Po wyjaśnieniach zostało mu udzielone pozwolenie na taką praktykę.

Każdy może znaleźć się w sytuacji, która sprawia, że bez dostępu do internetu będziemy podenerwowani - czekamy na ważny mail, potwierdzenie spotkania czy na przykład kuriera i o wiele spokojniej pracowalibyśmy, gdybyśmy mogli to monitorować. Cyberslacking w pracy nie zawsze jest skrajnie dobry lub zły i trudno jednoznacznie odpowiedzieć, czy ma więcej zalet, czy wad. Przede wszystkim ważne jest zachowanie złotego środka - nawet jeżeli mamy możliwość korzystania z internetu, nie korzystajmy z tego do woli, pokażmy, że nie zmienia to naszej produktywności, a wręcz przeciwnie - zwiększa ją.